Ithink.pl - Dziennikartstwo Obywatelskie
Feministyczne Mondrości
dodano 17.06.2010
Założenie państwa kobiet na wzór Izraela, likwidacja mężczyzn lub zesłanie ich do kamieniołomów, uznanie płodu za gatunek pasożyta oraz oskarżanie fizyki o seksistowskie teorie – to nie science-fiction ani absurdalna komedia.
I tak, zdaniem Valerie Solanas "Nazwać mężczyznę zwierzęciem, to schlebiać mu, on jest maszyną, chodzącym fjutem”. Z kolei Germaine Greer uważa, że: „Chrystus został wykastrowany i to jest sedno sprawy. Widzicie, nie ma niczego niebezpiecznego w wypuszczeniu woła na pole, gdy już obetniecie mu jaja” (z wywiadu dla „Playboya”). Nasza rodzima przewodnicząca Siły Przewodniej Połowy Narodu, czyli Partii Ekshibicjonistek , swoimi wypowiedziami na temat penisa sama mogłaby zająć cały niniejszy rozdział. Okazuje się, że znajomość przez Gretkowską płci przeciwnej zalatuje nieuctwem: „Mężczyzna to nieskomplikowane urządzenie – ma tylko jedną dźwignię”. Tylko trochę szkoda ewentualnego partnera Gretkowskiej (chociaż, o ile posiada ona takowego, to jest on sam sobie winien), skoro Gretkowska nie zna żadnych innych „pokręteł czy przycisków” mężczyzny i od początku do końca pracuje wyłącznie na owej jednej dźwigni.
Jednak może właśnie z tego jej dyletanctwa wynika owa fascynacja członkiem. „Chuj w erekcji to jedyny pion moralny faceta” pisze ona w „Namiętniku”, tak jakby męskie dążenia seksualne należały do pobudek moralnych i jako takie mogły być przedmiotem ironii, jakoby były jedynymi pobudkami moralnymi mężczyzn.
Tak, jak w temacie gwałtu, tak w temacie penisa, wypowiedzi feministek uwidaczniają problemy z seksualnością, przez jakie te panie przechodzą. Germaine Greer najpierw narzeka „Pomimo słusznego promowania prezerwatyw w czasopismach dla dziewcząt, obecność penisa w pochwie częściej skutkuje ciążą lub zarażeniem [HIV – dopisek mój] niż orgazmem” (Girlpower str. 332). Potem jednak zarzeka się, że: „Przyjemność kobiety nie jest zależna od obecności penisa w pochwie” („Aborcja”, str. 95). Cóż, przyjemność feministek nie ma jak od tego zależeć…
Pomimo, że feministki same używają synonimów słowa „penis” jako wyzwiska, jednocześnie na funkcjonowanie w języku znacznie mniej powszechnie używanego wyzwiska odwołującego się do części ciała kobiety reagują nerwowo. Germaine Greer w „Z nienawiścią na temat mężczyzny” (str. 287) pisze: „oni ciągle używają słowa ‘cipa’ jako najbardziej poniżającego epitetu występującego w naszym języku”.
Mizoandria
Już dotychczasowe wypowiedzi feministek, pełne pogardy dla męskich hormonów i części ciała, sprowadzające mężczyzn do roli seksualnej lub prokreacyjnej oraz zachęcające do uzewnętrzniania nienawiści wobec nich, były wystarczającym świadectwem tego, że feministki cierpią na autentyczne zaburzenia psychiczne zwane mizoandrią. Bowiem w przeciwieństwie do tzw. homofobii czy mizoginii, którymi to terminami etykietowane są postawy sprzeciwu wobec ideologii gejowskiej bądź feminizmowi, ich postawy nie są jedynie wyrazem sprzeciwu politycznego, lecz autentycznej pogardy i odrazy wobec tego co męskie.
DODAJ SWÓJ KOMENTARZ
REKLAMA
ARTYKUŁY O PODOBNYM TEMACIE
zobacz więcej
5 NAJLEPIEJ OCENIANYCH ARTYKUŁÓW



















