Ithink.pl - Dziennikartstwo Obywatelskie
Jak otwierałem fabrykę LG, czyli Great Company Great People
dodano 07.09.2007
Kiedy rozpocząłem swoją „wielką” przygodę z azjatycką kulturą pracy w jednej z koreańskich firm grupy LG budujących swą fabrykę pod Wrocławiem, fabryki jeszcze nie było, ale rosła jak na drożdżach. Kiedy kończyłem pracę, okazało się...
WYSIADYWANIE JAJEK CZYLI NAGDODZINY
Tak więc poznaję drugą tajemnicę sukcesu Koreańczyków. Skoro nie można za długo włóczyć się turystycznie po kraju i świecie, to należy długo pracować. Od rana do wieczora. Cóż z tego, że nieefektywnie. Zasypiający nad laptopem z niewyspania Koreańczyk na początku dziwi, potem tylko rozbawia.
Ja akurat trafiam do działu, który najdłużej „wysiaduje jajka”, jak to ja nazywam. Godzina wyjścia z pracy koło 20.00 to standard. Gdy ktoś próbuje się zerwać punktualnie o 17.00, gasi go groźne spojrzenie naszego Mistera S. Zawsze się znajdzie coś, co nie zdążyło się zrobić dzisiaj. I pewnie nie zdąży się jutro. Poza tym najlepiej pracuje się popołudniu. Zresztą skoro On - Szef siedzi, reszta też będzie. Sprawiedliwość musi być na tym świecie, a słabość pokonana.
Podstawą wszystkiego jest codzienny raport do Szefa i komputerowa prezentacja w Power Poincie. Nie zrobiłeś raportu, nie wychodzisz. Mógłby to być nawet raport z nicnierobienia. Byle by był. Po miesiącu Zdzisiek, z którym tworzymy grupę tzw. junior supervisorów, rezygnuje z kursów języka angielskiego po pracy, a na które zapisał się w ramach ambitnego doszkalania.
- To bez sensu. Byłem tylko raz – opowiada zrezygnowany. – Nie mam kiedy pójść, bo ciągle jestem tutaj.
Zdzisiek zostaje naszym pierwszym rekordzistą i wkrótce nie jednym. W ciągu miesiąca ma 168 nadgodzin, a wolną sobotę zna już tylko z opowiadań żony. Musi sobie wrzucić na tapetę zdjęcie swojej małej córeczki na biurku, bo nie długo zapomni jak ona wygląda.
O PRACY MUSISZ ŚNIĆ W NOCY
Mister S. mówi mi, że o pracy należy myśleć nawet podczas snu. On tak robi. Dlatego jest 200% specjalistą i profesjonalistą.
- A mnie w nocy to śnią się laski w bikini i jestem szczęśliwy – żartuję sobie.
Poznaję trzecią tajemnicę sukcesu Koreańczyków. Brak poczucia humoru w pracy. Mister S. patrzy na mnie ciężkim wzrokiem i zadaje mi pytanie.
- Twoja żona ma wypadek albo ciężko choruje i ląduje w szpitalu. Ty masz ważne spotkanie z klientem, od którego zależy ważny kontrakt dla firmy. Co wybierasz? Zostajesz w pracy, czy jedziesz do szpitala?
Ponieważ uwielbiam tego typu głupie i naiwne pytania, odpowiadam bez namysłu:
- Oczywiście, że przychodzę do pracy i negocjuję ważny kontrakt.
DODAJ SWÓJ KOMENTARZ
REKLAMA
ARTYKUŁY O PODOBNYM TEMACIE
zobacz więcej
5 NAJLEPIEJ OCENIANYCH ARTYKUŁÓW






















