Ithink.pl - Dziennikartstwo Obywatelskie
Warszawskie Łazienki w poezji i prozie
dodano 13.12.2007
Założenie parkowe i cały zespół architektoniczny łazienek pozostaje po dzień dzisiejszy po królu Stanisławie Auguście Poniatowskim, którego kultura estetyczna wycisnęła tu niezatarte piętno.
Tonacja drugiej części „Pamiętnika” jest bardziej mroczna od pierwszej. Jej autor relacjonuje ciągłe ocieranie się o śmierć. Giną bliscy ludzie: znajomi i przyjaciele. Śmierć jest stałym refrenem, dominantą większości zapisanych kartek. „Życie nasze jest coraz bardziej wyspą oblewaną przez wody śmierci”. W sytuacji zagrożenia życie nabiera coraz większej powagi. „Powagi życia. Służby. Nie ma ceny dającej się porównać z ceną tych naszych hartów ideowych...” Cierpienie, ból zamieniają się w formę zmęczenia. Zmęczenia obezwładniającego. Wyniszczającego.
„Pochłonie nas historia – zapisuje Trzebiński. – Młodych dwudziestoletnich chłopców. Nie będziemy Mochnackimi, Mickiewiczami, Norwidami swojej epoki. Moglibyśmy być Rimbaudami. Ale odrzuciliśmy to, bo szliśmy gdzie indziej. Rozumieliśmy siebie dobrze, bardzo dobrze. Myślałeś o sobie jako o postaci historycznej. Ja także. Nie byliśmy specjalnie do historii upozowani, nie, przecież nasz gest miał powstać naturalnie, prosto, jak cień naszego działania.” „Pamiętnik” przybiera formę listu pisanego do zmarłego przyjaciela (Wacława Bojarskiego), przyjaciela wspólnych zadań, któremu we wszystkim bezgranicznie ufał i nie wie, czy potrafi żyć bez jego fizycznej obecności, bez rozmów z nim prowadzonych. Wiadomość o jego śmierci przyjął Trzebiński jako swoją katastrofę kulturalną. „Zawsze myślałem o sobie – zanotuje – jako o motorze jakiegoś zbiorowego, historycznego ruchu kultury. A dziś wiem, minęło to, pękła boleśnie ta szansa.” W konspiracyjnych pracach „Konfederacji Narodu” liczyła się zbiorowość i zdolności przywódcze mocnych charakterów. Stworzenie masowego ruchu kulturowego, wyprowadzającego naród polski z zapaści cywilizacyjnej – Trzebiński snuł wielką utopię ideologiczną – wydawało się mu możliwe do przeprowadzenia w nowej epoce, która miała nadejść po wielkiej wojnie, wojnie toczonej o wartości.
„Kochałem K.N. ogromnie” – wyznał w „Pamiętniku” i coraz bardziej nerwowo reagował na knowania intrygantów, zawistników, plotkarzy, ludzi utrudniających mu podjęte zadania lub wręcz je uniemożliwiających, odsuwających go od organizacji, od wpływu nad nią, raniących jego dumę i godność osobistą. Miał poczucie krzywdy. Był bezgranicznie ofiarny. Dla „sprawy” nie znał zmęczenia. Ale „sprawa” go przerosła. Powaliła. Stworzenie nowej koncepcji kultury narodowej i jej realizacja, do której przez wiele miesięcy się przygotowywał, stawało się coraz bardziej chimeryczne i nierealne. Wystawione na szyderstwo. Idąc za myślą przejętą od Brzozowskiego, marzył o samodzielnej kulturze narodowej. „Wytwarzanie własnego stylu kultury – pisał w „Pamiętniku” – jest kwestią siły. Siłę można uzyskać jedynie przez uczynienie podmiotem rewolucji pełnego człowieka. Pełny człowiek opiera się na zasadzie realizmu ontologicznego (wszystko, co jest – jest w pewnym sensie dobre, gdyż wszystko można zużyć!) i woluntaryzmu podporządkowanego etyce. Realizm więc nie jest normą, jest tylko możliwością i zadaniem. Zadaniem wyzyskania tej możliwości.”
DODAJ SWÓJ KOMENTARZ
REKLAMA
ARTYKUŁY O PODOBNYM TEMACIE
zobacz więcej
5 NAJLEPIEJ OCENIANYCH ARTYKUŁÓW






















