Ithink.pl - Dziennikartstwo Obywatelskie
Mariaż przemysłu nuklearnego i złota na ziemiach Zachodnich Szoszonów
dodano 21.06.2011
polityka
usa
manipulacja
stany zjednoczone
górnictwo
odpady
george w. bush
indianie
prawa człowieka
bomba atomowa
indian
składowisko
elektrownia atomowa
uran
ludy tubylcze
rdzenni amerykanie
energetyka atomowa
zachodni szoszoni
szoszoński
nevada
elektrownia jądorwa
przemysł nuklearny
bomba jądrowa
paliwo jądrowe
promieniowanie
Rózwój przemysłu nuklearnego i górnictwa uranu w Stanach Zjednoczonych od zawsze wiązał się z naruszaniem praw rdzennej ludności. Zachodni Szoszoni są jednym z ludów najciężej dotkniętych przez rozwój sektora atomowego.
Projekt ustawy Western Shoshone Distribution Bill został skrytykowany przez Narodowy Kongres Indian Amerykańskich, ONZ oraz Amnesty International.
IMPULS DLA ROZWOJU ENERGETYKI ATOMOWEJ W STANACH ZJEDNOCZONYCH
W lutym 2009 roku nowy prezydent Stanów Zjednoczonych, Barack Obama opowiedział się przeciwko utworzeniu składowiska radioaktywnych odpadów w Yucca: zapowiedział złożenie wniosku do Komisji Nadzoru Jądrowego o wycofanie pozwolenia na lokalizację repozytorium w tym właśnie miejscu. Postanowienie Obamy wpisuje się w ogólne stanowisko Demokratów, którzy dali się poznać jako grupa polityczna sceptyczna co do utworzenia składowiska w Yucca. Wcześniej w 2004 roku podobne stanowisko zajął inny pretendent do fotelu prezydenckiego z ramienia demokratów, John Kerry. Dla Zachodnich Szoszonów to bardzo dobra informacja. Dopóki kluczowe stanowiska w amerykańskich strukturach władzy utrzymują Demokraci to istnieje cień nadziei na to, że republikańskie pomysły otwarcia składowiska w Yucca nie będą reaktywowane. Repozytorium radioaktywnych odpadów na ziemiach Zachodnich Szoszonów to jednak wciąż przysłowiowa bomba z opóźnionym zapłonem, która może powrócić z kolejnym podmuchem politycznych targów i ambicji.
Wycofanie Baracka Obamy z pomysłu utworzenia składowiska w Yucca nie wynika z jego sceptycyzmu co do dalszego rozwijania sektora atomowego. W styczniu 2011 roku administracja Obamy przewidziała w budżecie 54 miliardy dolarów gwarancji kredytowych na budowę elektrowni atomowych, czyli trzy razy tyle co prezydent George W. Bush obiecał przeznaczyć w 2005 roku. Barack Obama tak oto tłumaczył dotowanie dalszego rozwoju energetyki atomowej: „To kwestia, która dotyczy naszej gospodarki, naszego bezpieczeństwa oraz przyszłości naszej planety. Nie możemy dalej pogrążać się w tych samych przeterminowanych debatach między lewicą i prawicą, między ekologami i przedsiębiorcami”.
Obecnie w Stanach Zjednoczonych istnieją 104 funkcjonujące reaktory atomowe, które zapewniają 20 procent zapotrzebowania energetycznego. Od 2007 roku, 17 przedsiębiorstw lub konsorcjów zabiegało o licencję od Komisji Nadzoru Jądrowego. 26 reaktorów ma powstać do 2018 roku a kolejne cztery do ośmiu w 2020 roku. Barack Obama przypomina obywatelom Stanów Zjednoczonych, że „energia jądrowa pozostaje naszym najważniejszym źródłem energii, które nie powoduje emisji dwutlenku węgla”. W tym wywodzie brak jednak zupełnie słowa o konsekwencjach eksploatacji i przetwarzania uranu, który służy jako swoiste paliwo dla elektrowni atomowych. Brak również pomysłu na rozwiązanie problemu składowania odpadów radioaktywnych – problemu, który wcześniej czy później powróci.
DODAJ SWÓJ KOMENTARZ
REKLAMA
ARTYKUŁY O PODOBNYM TEMACIE
zobacz więcej
5 NAJLEPIEJ OCENIANYCH ARTYKUŁÓW



















