Ithink.pl - Dziennikartstwo Obywatelskie
Rozważania o nadymaniu
dodano 16.02.2009
Problem istnieje realnie. Miasto się wyludnia. Zmierzyć z nim zechcieli się ludzie sztuki i artyści. Konkretnie Robert Knuth i Ryszard Ziarkiewicz. Nie pierwszy raz mierzyli się zresztą z materią oporną i nieznaną.
Obaj panowie dokładnie wiedzą jak taki billboard powinien wyglądać:
Mirosław Mikietyński: „Musi być podkreślony związek miasta z morzem”. (GW Szczecin, 30.07.2007)
Nieco inny pomysł ma Andrzej Jakubowski, który chętnie widziałby „Koszalin z lotu ptaka z większym i ładniejszym napisem "Kocham Koszalin". (GW Szczecin, 30.07.2007)
Robert Knuth skomentował to krótko: „Pierwsza reakcja władz na projekt może świadczyć o tym, że władza chce kontrolować sztukę”. (GW Szczecin, 30.07.2007)
Chyba pierwszy raz artyście puściły nerwy. Podobnie jak zastępcy prezydenta gdy w na muzeum miał zawisnąć kolejny billboard. Nie zawisł, bo zadziałała prewencyjna cenzura władz miasta.
Ponoć nie tyle naga pupa była jej powodem, co napis: „Koszalin jaki by nie był, jest jak hotel, nigdy nie będzie twoim domem.”
Prezydent Andrzej Jakubowski wprawdzie pracy nie widział, ale podjął decyzje, że nie należy jej eksponować. Rozmawiał na jej temat z Jerzym Kalickim, dyrektorem Muzeum. Stwierdził, że projekt powinien zawierać element miłości do miasta.
Kolejną pracę powieszono. Miłości w niej może niewiele, ale ma za to odpowiedni wydźwięk polityczny.
Ostatni, trzeci plakat oparty o fotografię Eustachego Kossakowskiego ozdobił mury miejskiego muzeum w grudniu 2007 r. Praca przedstawia zapis „Panoramicznego happeningu morskiego” zorganizowanego przez Kantora w nieodległych Łazach 23 sierpnia 1967 roku. Kantor przynajmniej dał władzom poczucie związku z morzem. Choć o Koszalinie tam ani słowa.
Na tym billboardzie projekt „Kocham Koszalin” zakończono. Na dwanaście zaplanowanych prac wykonano trzy.
Niestety nie znaleziono żadnych interesujących zdjęć lotniczych z ładnym podpisem.
Robert Knuth i Ryszard Ziarkiewicz sądzili, że będą robili sztukę, decydentom wydawało się, że rozmawiają z agencją reklamową. I może tak byłoby lepiej. Co prawda agencje z reguły biorą słone wynagrodzenia, ale przynajmniej robią to, czego się zażąda. Z artystami zawsze mogą być jakieś kłopoty.
Nowe
Jak to zrobić, żeby mieszkańcy mieli poczucie, że dużo się dla nich robi w sferze kultury, ale żeby jak najmniej mieć do czynienia z nieprzewidywalnymi ludźmi sztuki? I jak to zrobić, żeby szum wokół wydarzeń artystycznych był duży i splendor?
Nieźle to wymyślili dyrektorzy podległego Ratuszowi Centrum Kultury 105 – producenta festiwalu filmowego „Młodzi i Film” . Stwierdzili, że nie to ważne jak miasto się promuje na zewnątrz, ale jak ich praca nad kulturalna materią jest odbierana przez mieszkańców, radnych i Ratusz. Zaczęli od tego, że w 2007 roku pozbawili festiwalu statusu międzynarodowości. Widać za dużo z tym było pracy, a efekty niepewne. Poszli więc na pewniaka i oddali całą programową i merytoryczną część imprezy Warszawie, a konkretnie Stowarzyszeniu Filmowców Polskich. Wszyscy byli zadowoleni. Stowarzyszenie, bo realizuje statutowe cele i może pokazywać w Koszalinie co się mu podoba. Nikt nie wnika na jakich zasadach kwalifikuje się filmy do konkursu, nie zadaje kłopotliwych pytań czy aby ten film na pewno coś wart. Miasto zachwycone, bo wszystko czego się od jego instytucji wymaga to wysupłanie z budżetu kilkuset tysięcy złotych i poustawiania krzeseł w kinach. Dodatkowym bonusem jest brak kontaktu z uciążliwymi artystami.
Mieszkańcom miasta zmiany były raczej obojętne. Któż wnika w detale? Dla nich „Młodzi i Film” jest imprezą miejską. A gdyby coś poszło nie tak - że poziom konkursu marny?
I na to jest dobra jest odpowiedź. Przecież wpływ na poziom festiwalu ma tylko jego warszawski współorganizator.
W tym czasie chyba już tylko Knuthowi i Ziarkiewiczowi zależało aby sztuka zagościła w mieście. Coś wspominali o kontakcie, o edukacji… Coś praktycznie bez pieniędzy usiłowali organizować w „Scenie”. 2008 rok przebiegał bez ekscentrycznych ekscesów. Widać artyści też mogą się czegoś nauczyć. A może ogarnęła ich rezygnacja? Latem coraz głośniej i coraz bardziej oficjalnie mówiło się o likwidacji galerii.
DODAJ SWÓJ KOMENTARZ
REKLAMA
ARTYKUŁY O PODOBNYM TEMACIE
zobacz więcej
5 NAJLEPIEJ OCENIANYCH ARTYKUŁÓW

























