Ithink.pl - Dziennikartstwo Obywatelskie
Przypadek doktora Frankowskiego
dodano 06.03.2007
HAMLET „Przyjmij je zatem i nie próbuj pojąć. Więcej jest rzeczy w niebie i na ziemi, Niż się wydaje naszym filozofom, Drogi Horacjo.” William Shakespaere
Odszedłem z cmentarza wiedząc, czemu poświęcę swe życie, by dokonać zemsty. Poświęcę je medycynie i odkryję lekarstwo, które da ludziom życie wieczne urągając Bogu.
Frankowski odpalił kolejne cygaro i wypuścił kłąb dymu. We mgle tytoniowej miał w swoim wyrazie twarzy coś naprawdę upiornego.
- Niech pan kontynuuje, to naprawdę ciekawe - poprosiłem.
Medycynę skończyłem z wyróżnieniem, potem był doktorat, aż w końcu Królewska Akademia Nauk odziedziczyła po jakiejś ekscentrycznej rumuńskiej rodzinie stary opuszczony zamek w Transylwanii i szukała na tyle szalonego naukowca, który udałby się tam w celu przeprowadzenia badań nad deszczem. To była szansa, na którą czekałem całe lata. Laboratorium na odludziu, bez wścibskiego rektora i grona nadętych naukowców, którzy patrzą każdemu na ręce. Przyjąłem to stanowisko z radością. Przyznam, że było trochę kłopotów, bo akademia szukała klimatologa, a ja byłem medykiem, ale przekonałem ich, że zbadam tamtejszy deszcz pod kątem jego wpływu na katar sienny u miejscowej ludności.
Zamknąłem się na rumuńskim zamku niczym upiór. Raz w tygodniu miejscowy chłopak przywoził mi jedzenie i zabierał brudne rzeczy do prania. Czasami mi pomagał przy różnych eksperymentach. Był na tyle głupi,że nawet nie podejrzewał w jak przełomowym dziele bierze udział. Po wielu doświadczeniach udało mi się wymyślić impregnat, który chronił tkaniny przed deszczem. Pomyślałem, że opracowanie środka, który chroniłby człowieka przed wpływami atmosferycznymi wydłużyłoby znacznie jego życie. Wszak to właśnie niesprzyjające warunki pogodowe takie jak deszcz, śnieg wiatr powodują u ludzi wiele chorób, a nawet śmierć. Zaczyna się od kataru, potem jest przeziębienie, zapalenie płuc, gruźlica. Wziąłem się, więc do ciężkiej pracy. Gdy miałem pewne sukcesy na myszach pomyślałem, że czas wypróbować to na człowieku. Sporządziłem odpowiednią mieszaninę i po zagęszczeniu jej czekałem tylko na ostatni składnik -mianowicie wodę deszczową. Czekałem dzień, dwa dni, tydzień, a deszczu jak na lekarstwo. W końcu jednak przyszedł. Upiorna ulewa w środku nocy, pioruny i błyskawice i ściana oczekiwanego deszczu. Całą noc łapałem deszczówkę do wszystkich wiader i beczek, jakie miałem na zamku, by nad ranem dzięki niej stworzyć ów cudny specyfik -tabletkę przeciwdeszczową. Uformowałem ich chyba z pięćdziesiąt, po czym znużony położyłem się spać. Rano akurat pojawił się Jasiek, który przyniósł mi świeże ubrania, pocztę i jedzenie. Podziękowałem mu i posłałem go do wsi po butelkę wina, a może i dwie -wszak było, co uczcić. Nim wypróbuję lek na sobie chcę wznieść toast zwycięstwa nad naturą. Posprzątałem laboratorium, zjadłem śniadanie i zanurzyłem się w gorącej kąpieli.
DODAJ SWÓJ KOMENTARZ
REKLAMA
ARTYKUŁY O PODOBNYM TEMACIE
zobacz więcej
5 NAJLEPIEJ OCENIANYCH ARTYKUŁÓW























