Ithink.pl - Dziennikartstwo Obywatelskie
"Świat według smoka" - fragmenty 2 i 3
dodano 02.02.2007
Kolejne dni mijały mi głównie na jedzeniu, spaniu i zabawie z bratem i siostrą. Graliśmy, a to w Łap Ogon, a to znów w Szukaj. W tej ostatniej grze była najlepsza z nas Silvetha.
Wraz z kolejnymi miesiącami rośliśmy w zatrważającym tempie, a jaskinia stawała się dla nas coraz mniejsza. Po prawie pięciu miesiącach od moich narodzin przyszedł czas na naukę latania. Skrzydła były na tyle wielkie i silne by mogły udźwignąć ciężar naszych ciał. Pierwsze próby odbywały się na polanie przed grotą i polegały jedynie na unoszeniu się kilka stóp nad ziemią przez krótki czas. Początkowo było mi i mojemu rodzeństwu trudno dokonać takiego wyczynu. Jednakże z każdą próbą, z każdym dniem ćwiczeń wzniesienie się w powietrze przychodziło mi z coraz większą łatwością. Wydłużył się też czas takiego „latania” aż do pół godziny. Równocześnie mama pouczała nas jak mamy szybować, korzystając ze sprzyjających wiatrów, by mniej obciążać mięśnie skrzydeł.
Pewnego dnia mama zaprowadziła nas nad wysoką skalną skarpę, z której mieliśmy wystartować do prawdziwego lotu. Zauważyłem, że między krawędzią przepaści, a ziemią w dole jest spory dystans. Pierwszy miał skoczyć w przepaść Viltenbreth, gdyż to on najlepiej opanował sztukę latania. Mama już wcześniej wystartowała, by w razie niebezpieczeństwa upadku, któregoś z nas móc szybko pośpieszyć z pomocą.
Brat podszedł nas krok od krawędzi, rozprostował skrzydła machając nimi kilka razy jakby dla sprawdzenia ich siły, lekko odchylił się do tyłu i skoczył do przodu wybijając się tylnymi kończynami. Zaraz za skarpą opadł kilka metrów, lecz gdy jego skrzydła nabrały powietrza jego lot ustabilizował się, a potem zaczął się powoli wznosić.
Następna była moja siostra. Ona też po wybiciu się spadła o pare stóp, a następnie wzniosła się.
Nadeszła pora na mnie. Zbliżyłem się do skarpy, wybiłem się i już byłem w powietrzu.
To było niezapomniane doświadczenie! Lecieć wysoko nad ziemią, czuć niezbyt silny wiatr napierający na całą powierzchnię skrzydeł i wiedzieć, że nie ma żadnych ograniczeń żeby skierować dokąd się tylko chce! To jest po prostu wspaniałe, gdy odczuwa się taką wolność i swobodę w locie, a jednocześnie wszystkie zmartwienia i troski zostają w dole, na ziemi.
Skręcałem w powietrzu jedynie za pomocą ruchów skrzydeł i ogona, który służył mi jako ster. Mama pokazywała nam parę manewrów powietrznych, które staraliśmy się dokładnie powtarzać za nią. Na lataniu minęło nam sporo czasu, aż przyszedł czas na posilenie się. Wysiłek fizyczny sprawił, że wszyscy mieli dobry apetyt. Wiedziałem, że tak jak i ja, moja siostra i brat nie mogli się już doczekać na powrót w szerokie przestworza.
DODAJ SWÓJ KOMENTARZ
REKLAMA
5 NAJLEPIEJ OCENIANYCH ARTYKUŁÓW


















