Ithink.pl - Dziennikartstwo Obywatelskie
Mydełko z Pakistanu
dodano 02.08.2007
Patrząc na tytuł można odnieść wrażenie, że byłem w Pakistanie. Cóż, strasznie ciężko coś naskrobać by nie być nudnym, by nie powielać, by nie powtarzać, warto więc chyba nadać taki tytuł tekstowi o Gibraltarze
No dobrze, od spraw śmierdzących przejdźmy do tych o lepszym aromacie, przynajmniej z założenia. Przy okazji wyjaśni się sprawa mydełka. Otóż na Gibraltarze prawdopodobnie nie wytwarza się tego typu artykułów, w związku z czym zachodzi konieczność ich importu. Import mydełek z odległej o tak zwany rzut beretem, Hiszpanii nie przysporzyłby okazji do tego by zademonstrować, jak wielki obszar obejmowało niegdyś brytyjskie dominium i że stosunki handlowe z krajami je dawniej tworzącymi są po dziś dzień tak ożywione jak za czasów kolonialnych. Dlatego poczuwszy nagłą potrzebę umycia się oraz, na moje nieszczęście wyprania paru części garderoby, zmuszony byłem kupić mydełko z Pakistanu. Na stacji paliw koło schroniska, w którym się zatrzymałem wybór był oczywiście szerszy, ale jako podróżnik niskobudżetowy zdecydowałem się na produkt najtańszy.
Zdaje się, że wcześniej ktoś przeanalizował psychikę przeciętnej osoby niezamożnej i celowo zastawił na nią pułapkę by trwale odznaczyć ją i pokazać jej miejsce w hierarchii. Jako nędzarz mogłem stać tam gdzie królowa i duke of Edinburgh, jednak pachnieć tak samo już nie mogłem.
Użyte przeze mnie mydełko zostawiło na moim ciele odór, którego opisu wolałbym czytelnikowi oszczędzić. O ile ciało, jako substancja organiczna szybko oswobodziło się z tego znamiennego piętna, o tyle elementy garderoby śmierdziały sobie jeszcze przez długie dni by w końcu wylądować w śmietniku po tym jak kolejne prania nie przyniosły poprawy sytuacji. Gibraltar pozostawił niezatarte wrażenie.
DODAJ SWÓJ KOMENTARZ
REKLAMA
5 NAJLEPIEJ OCENIANYCH ARTYKUŁÓW


















