Ithink.pl - Dziennikartstwo Obywatelskie
Ostrowski parkour
dodano 14.07.2008
Znają każdy kąt miejskiej dżungli. Nie boją się wysokości. Murki, ściany budynków, barierki, drzewa - nie są dla nich żadną przeszkodą - są wyzwaniem. Nie niszczą zabytków, nie są chuliganami i wandalami. To ostrowscy traceurs.
Współdziałanie, nie rywalizacja
Parkour służy temu, aby zobaczyć, jakie są nasze granice oraz jak można je pokonać. Na pytanie, czy można organizować zawody w parkour, Mateusz „Toganja” odpowiada: -Każdy może ćwiczyć na swój sposób. Nieważne czy pan X będzie umiał tyle, co pan Y. Chodzi o to, by siebie pokonać, swoje bariery. Parkour to bardziej współdziałanie, nie rywalizacja. Chociaż niektórzy urządzają zawody w parkour. Moim zdaniem jest to nie na miejscu. Nie można przecież zorganizować zawodów w pokonywaniu siebie. Wiadomo, że są ludzie, którzy umieją więcej, ćwiczą dłużej i ogólnie są lepsi... Ale zawody to przesada. Ci, którzy są lepsi (myślę tutaj o PAWA polska i byłym PPA) pomagają traceurom, pokazują techniki, uczą, organizują warsztaty. W parkour nie ma podziałów, wszyscy są równi. Każdy z nich jest trenerem i uczniem drugiego. Wymieniają się umiejętnościami, których się wcześniej nauczyli. - Pozwala to na jeszcze większe rozwinięcie się, bo jak wiadomo każdy z nas ma inny styl oraz technikę wykonania ewolucji. Dzięki naukom pobieranym od kogoś innego, unikamy wielu upadków, bo ktoś kto już do tego doszedł zawsze służy pomocą i podpowie jak dany trick wykonać, żeby nie zrobić sobie krzywdy - mówi Konrad „Wino”.
Ostrowskie miejscówki
-Dla nas miejscówką jest całe miasto, owszem są miejsca, w których lubimy trenować i gdzie możemy się coraz bardziej rozwijać oraz poszerzać zakres swoich umiejętności - mówi Konrad. Takie miejsca są dość charakterystyczne, posiadają wiele barierek, murków oraz inne przeszkody, które można pokonać. -Na każdej miejscówce da się coś zrobić, każda ma swoją charakterystyczną zabudowę i na każdej uczymy się czegoś innego. Często powracamy do starszych miejscówek, na których trenowaliśmy, gdy wszystko się zaczęło - dodaje. Tam mogą wykonać elementy, które na początku trenowania były niemożliwe a teraz , gdy z czasem są bardziej doświadczeni, nie stwarzają im żadnych problemów.
Pasja, sposób na życie
Na początku, kiedy wszystko się zaczęło, gdy na parkour przyszła moda w Ostrowie Wlkp., ćwiczyło ok. 25 osób. Z czasem większość odpadła. Zostali ci najwytrwalsi, dla których sztuka biegania jest już całym życiem. Na dzień dzisiejszy w Ostrowie trenuje ok. 4-5 osób. Konrad Winiarski „Wino” poświęca na Parkour każdą wolną chwilę. Ćwiczy trzy razy w tygodniu po 4-5 godzin. Dlaczego wybrał akurat parkour a nie coś, co robią wszyscy np. piłkę nożną? - Wiele sportów takich, jak koszykówka czy tez piłka nożna to sporty powszechnie znane. Ja zapragnąłem czegoś nowego, czegoś, w co nie weszła komercja i czegoś, w czym będę mógł się wykazać. Po czasie coraz bardziej dochodziło do mnie, że z dnia na dzień jestem już tak pochłonięty przez sztukę biegania, że nie potrafię bez niej żyć. Co dał Mateuszowi parkour? - Dał mi możliwość rozwijania się i zrobienia czegoś zwariowanego. Czegoś, co do tej pory nie było mi znane i wydawało się niewykonalne. Przekonał się, że filmy i zdjęcia z parkour nie są fotomontażem. –Chcieć to móc- zapewnia.
DODAJ SWÓJ KOMENTARZ
REKLAMA
ARTYKUŁY O PODOBNYM TEMACIE
zobacz więcej
5 NAJLEPIEJ OCENIANYCH ARTYKUŁÓW



















